Wielka Brytania nie wychodzi z Unii.
Europa się podzieliła. Brytyjczycy nie akceptują kontroli organów wspólnotowych nad City i blokują nowy traktat. W takim razie Unia reformuje się bez nowego traktatu i bez Wielkiej Brytanii w ramach głównego nurtu. Brytyjczycy mogą się cieszyć, że dopięli swego, a Europejczycy nie powinni głupio płakać, że nie zaprosili do gorącego tańca partnera, który nie ma ochoty.

Zmiana traktatu wymaga jednomyślności wszystkich członków UE
W nocy z 8 na 9 o godzinie 5 rano zakończył się pierwszy dzień kolejnego szczytu ratunkowego Europy. Od brukselskiej Rady Europejskiej zależeć ma jak nigdy wcześniej kształt rozdartej politycznie i zadłużonej finansowo Unii Europejskiej, i przyszłość kilkuset milionów Europejczyków.
Niemiecko-francuski pomysł wspierany aktywnie przez Polskę, by zmienić zapisy traktatu stanowiącego o fundamentach Unii (obecnie jest to Traktat Lizboński) tak, aby europejskie organy ponadnarodowe otrzymały większe kompetencje w kontrolowaniu sfery budżetowej i fiskalnej państw członkowskich został zasabotowany przez Wielka Brytanię. David Cameron nie zgodził się na poddanie londyńskiego City kontroli urzędników z Brukseli.
Tym samym traktat mógłby zostać zmieniony w formie, jakiej chciał duet Merkel-Sarkozy wyłącznie w sytuacji, gdyby Wielka Brytania postanowiła wyjść z Unii Europejskiej. Na to oczywiście nie ma woli politycznej brytyjskiego premiera, choć sondaże na Wyspach wskazują, że ponad połowa Brytyjczyków byłaby skłonna opowiedzieć się za wyjściem z Unii Europejskiej, jeśli byłoby to najlepsze rozwiązanie dla Królestwa. Do tego jednak mimo wszystko daleko.
I tak od lat mamy Unię kilku prędkości, a tak właściwie kilka unii w ramach Unii. Do podziału na kraje Strefy Schengen i resztę oraz euroland i resztę doszedł właśnie podział na kraje paktu fiskalnego i resztę. Trudno, nie ma co płakać!
City najważniejsze
Brytyjski premier David Cameron powiedział, że życzy krajom strefy euro jak najlepiej, ponieważ problemy eurolandu mają niekorzystny wpływ również na jego kraj, jednak nie zamierza dołączać do grona państw integrujących się w ściślejszy sposób. Teoretycznie nie robi nic złego. „Nic na siłę” jak mówi stare powiedzenie.
Problemem może być jednak status londyńskiego centrum finansowego w City, które leży tuż u bram krajów głównego unijnego nurtu i ma bezpośredni wpływ na banki, i kapitał na kontynencie. Poddawane będzie jednak regulacji bezpośrednio ze strony Brytyjczyków. I tu widać dwuznaczność decyzji podjętej przez Camerona. Nie chce się mocniej integrować i życzy kontynentalnym kolegom jak najlepiej, ale z drugiej strony chce suwerennie i luźno regulować City, a to właśnie swoboda oraz „wolna amerykanka” wielkiej finansjery doprowadziła do bałaganu, który panuje na świecie od 2008 roku.
Taniec na Kanałem
Obecny bałagan w Unii Europejskiej to jednak obecnie problem zadłużenia państw członkowskich, ich nieodpowiedzialnych budżetów, które były pompowane na wyrost miliardami bez pokrycia tylko po to, by dalej żyło się dobrze i dostatnio. Na szczęście klasa europejska rozumie, że należy poddać się większej kontroli i dyscyplinie w sytuacji, gdy chora sytuacja w jednym lub kilku krajach, wpływa na cały unijny organizm. Do nowego paktu fiskalnego, czyli szeregu umów rządowych w gronie zainteresowanych państw UE (niemożność przyjęcia jednolitego traktatowego rozwiązania dla 27 członków) zgłosiły akces już wszystkie kraje strefy euro oraz 7 państw spoza strefy w tym Polska oraz Węgry, które początkowo była „przeciw” jednak kilka godzin po zamknięciu obrad opowiedziały się „za”. Poza głównym nurtem integracji pozostają jeszcze Czechy i Szwecja, których przedstawiciele zasugerowali potrzebę konsultacji w kraju. Teoretycznie mogą dołączyć do reszty i Unia przyjmie kształt 17+9 lub 27-1, co w obydwu przypadkach oznacza Unie Europejską cały czas z Wielka Brytanią, jednak na o wiele słabszych zasadach współpracy wspólnotowej. To dobrze czy źle? Oczywiście nie jest to dobre, jednak istnieją rozwiązania o wiele gorsze takie jak wyjście Wielkiej Brytanii z Unii, czego na razie uniknęliśmy. Jeśli Bruksela nie może trzymać Londynu ze dwie ręce w czasie wspólnego tańca, lepiej zadowolić się jedną ręką i ciągle uśmiechać niż zgodzić się na rozstanie, które nikomu by nie służyło.
Pytanie brzmi: „Jak długo Europie i Wielkiej Brytanii będzie dalej po drodze, jeśli ta druga tak ostentacyjnie trzyma się na dystans?”. Do pogorszenia stosunków oczywiście może dojść jednak nie jest to scenariusz, który musi się zrealizować. Brytyjczycy nie przystąpili do Strefy Schengen, nie chcieli euro, od zawsze trzymali się z boku i obecne decyzje to tylko kontynuacja stałej polityki Londynu. Na rozwód i kłótnie nie stać obecnie ani Brytyjczyków, ani Europejczyków z kontynentu.
„Wszystkich, którzy obawiają się wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zachęcamy do złożenia wniosku o rezydenturę brytyjską dla Polaków. Zajmujemy się tym od lat” – zachęca Ania z londyńskiego biura księgowego Mega Business Sevices.
POLECANE ARTYKUŁY
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE ARTYKUŁY
Wyświetleń: 312 | |
Nowe przepisy dotyczące pracowników agencyjnych. Wyświetleń: 257 | |
Aldermore i odrodzenie ofert kredytów hipotecznych na 100% wartości domu Wyświetleń: 218 | |
Ceny nieruchomości pójdą w górę o 14% do roku 2015, przewiduje think-tank Wyświetleń: 201 | |
W 9 na 10 brytyjskich miast i miasteczek taniej kupić nieruchomość niż wynajmować. Wyświetleń: 170 |

